Żyjemy w świecie, gdzie wiele naprawdę złożonych aspektów naszej codzienności jest spłaszczonych, uproszczonych, sprowadzonych do zero jedynkowych wymiarów. Trudno nam się zatrzymać, by przyglądać się różnym perspektywom, dopuszczać do siebie złożoność  i wielowymiarowość naszych doświadczeń. Nie mamy czasu. 

Dzisiejszy świat zdaje się potrzebować szybkich interpretacji, ocen, opisów. 

Żeby mieściły się w nagłówkach. 

Bo reszty przecież nikt nie czyta. 

I tym bardziej nie zadaje pytań.

Jesteś albo szczęśliwy/a, albo nieszczęśliwy/a. 

Albo osiągnąłeś/aś sukces, albo nie. 

Albo jesteś fit i eko, albo nieodpowiedzialny i mało świadomy.

Albo zdecydowany i pewny siebie, albo wycofany i nie skrojony do dzisiejszych czasów.

A jak postrzegani są rodzice?

Rodzic – albo daje radę i ogarnia, albo sobie nie radzi. 

Albo jest wypoczęty i uśmiechnięty, albo uciemiężony swoim losem. 

Albo jest zaangażowany i towarzyszący, albo nieobecny i tylko praca mu w głowie.

Cierpliwy i z anielskim spokojem, albo niezrównoważony.

Wydolny wychowawczo, albo nie.

Natomiast cokolwiek by nie było – powinien być szczęśliwy. 

Zawsze i wszędzie, niezależnie od wszystkiego.

A tymczasem – pomimo tego, jak widzi to kultura masowego przekazu, nasze rodzicielskie doświadczenia mają tysiące odcieni. 

Nie tylko szarości. 

Tam jest cała feeria barw.

Trudne miesza się z łatwym, szczęście z nieszczęściem, radość ze smutkiem, duma z rozczarowaniem, śmiech z płaczem, spokój z energią, odpoczynek z aktywnością, i jakże często zmęczenie i potrzeba snu z dobrze znaną wielu rodzicom… bezsennością.

To jest nasz życie. 

Nie dajmy się zamknąć w taniej dychotomii uproszczeń.

Jako rodzice możemy nie być szczęśliwi albo być szczęśliwi jednocześnie czując czasem frustrację, złość, brak energii, żal. Jedno nie przekreśla drugiego.

Cichy wstyd wielu rodziców to poczucie: powinnam/powinienem być szczęśliwa/y. 

Bo nasza kultura i wywodzące się z niej społeczne oczekiwania nie zakładają opcji, że będzie inaczej. Nie dają na to przyzwolenia. 

Jeśli jako rodzic chcesz być postrzegany jako kompetentny i „ogarniający” – musisz być uśmiechnięty i szczęśliwy. Jeśli przyznajesz się do trudności – mają na ciebie oko. 

I w końcu sami zaczynamy tak myśleć. Że jedną z odpowiedzialności przypisanych rodzicom jest bycie szczęśliwym. I to najczęściej w tym uproszczonym, uśmiechniętym od ucha do ucha wymiarze. 

I stąd już prosta droga do poczucia winy i wdrukowania sobie kolejnej rodzicielskiej powinności.

Dla mnie osobiście, pamiętanie o tym, jak bardzo złożone są doświadczenia rodziców – jest zawsze wspierające. Bo ta złożoność daje wiele obszarów do działania, wiele perspektyw, z których można złożyć autentyczny obrazek. 

Nie prosty viralowy nagłówek. 

I poczucie szczęścia rodziców także jest czymś złożonym z naprawdę wielu płaszczyzn. Niestety prosty przekaz oczekiwań i ocen społecznych zazwyczaj ich po prostu nie uwzględnia.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *